Kelnerze, kucharzu, nie daj się wykorzystywać!

Fot. sxc.hu

Kelnerka czy kucharz rzadko kiedy będzie pracować od 8:00 do 16:00 i cieszyć się wolnymi weekendami. W gastronomii pracuje się zazwyczaj wtedy, gdy inni wypoczywają, to jednak nie może być usprawiedliwieniem dla wyzysku, jaki bardzo często ma miejsce w tej branży.

Maksymalnie 40 godzin

Zgodnie z prawem, w Polsce pracuje się przez 5 dni w tygodniu po 8 godzin dziennie. W niektórych branżach, m.in. w gastronomii, możliwe jest stosowanie systemu równoważnego. Polega on na tym, że w jedne dni pracuje się dłużej, w inne krócej, ale w ogólnym rozrachunku i tak musi wyjść 40 godzin tygodniowo. Lokal gastronomiczny może stosować 3-miesięczny okres rozliczeniowy, dlatego teoretycznie nie można oddawać dni wolnych za pracę latem, gdy ruch jest duży, dopiero zimą. Dodatkowo, w ciągu jednej doby nie można pracować więcej, niż 12 godzin. Każda dodatkowa godzina jest nadliczbowa, a ich dopuszczalna liczba to 150 godzin na rok.

Przeczytaj także: Gastronomia liderem w... szarej strefie

Kłopotliwe nadgodziny

Każda przepracowana godzina ponad ustalony czas pracy jest nadliczbowa i należy się za nią wynagrodzenie plus dodatek za nadgodziny. Warto pamiętać, że w systemie równoważnym nadliczbowa jest dopiero 13 godzina pracy, a nie 9, jak np. w biurze. Pracodawca nie musi wypłacać pieniędzy za nadgodziny, może je zrekompensować pracownikowi krótszym czasem pracy w następne dni – niestety, wybór rekompensaty należy do pracodawcy. Tyle że wszystkie te postanowienia dotyczą osób zatrudnionych na etacie, a jak wiadomo, w gastronomii królują umowy śmieciowe. O ile w ogóle są, bo praca na czarno też nie należy do rzadkości. Powszechną praktyką staje się podpisywanie umów na minimalny wymiar czasu (np. 1/4 etatu), podczas gdy w rzeczywistości pracownik spędza w lokalu po kilkanaście godzin dziennie.

Przeczytaj także: Napiwki - przymus, nagroda czy konieczność?

Broń się!

Pracownicy rzadko się buntują, bo zwyczajnie boją się utraty pracy, zresztą u konkurencji prawdopodobnie byłoby tak samo. Czy to oznacza, że zatrudnieni w gastronomii są kompletnie bez szans? Niezupełnie. Kto jest zmuszany do pracy po godzinach i nie dostaje za to żadnych dodatkowych pieniędzy, ma prawo złożyć pozew w Sądzie Pracy, musi tylko udowodnić, że doszło do naruszenia praw pracowniczych. Inny sposób na nieuczciwego pracodawcę to złożenie skargi w Państwowej Inspekcji Pracy - można to zrobić anonimowo. Za niewypłacanie wynagrodzenia pracodawcy grozi kara grzywny w wysokości do 30 tysięcy złotych. Czy warto? Na pewno tak, bo godząc się na nieuczciwe praktyki pracodawców, pozwalamy na wykorzystywanie siebie i innych, a nieuczciwi właściciele lokali gastronomicznych pozostają bezkarni.

Dorota Hanas